Podróż w czasie – w poszukiwaniu atomowych zagrożeń Greenpeace’u

Perspektywa budowy elektrowni jądrowych w Polsce powoduje intensyfikację działań organizacji przeciwnych takiej energetyce. Najbardziej aktywny jest Greenpeace, który nawet opłacił specjalistów austriackich, aby sporządzili specjalny raport, mający przestraszyć mieszkańców wybrzeża, Gdyni, Gdańska, a nawet Warszawy, widmem możliwej awarii i jej skutków. Greenpeace sugeruje, że awaria w Fukushimie miała tragiczne skutki dla mieszkańców i sprowadza przeciwników energii jądrowej z Japonii, aby nadać wiarygodność swoim argumentom. Tymczasem niezależne organizacje ONZ, jak Światowa Organizacja Zdrowia WHO i Komitet Naukowy ds. Skutków Promieniowania UNSCEAR ogłosiły raporty o znikomo małych skutkach radiologicznych tej awarii.

Polska to nie Japonia. Tutaj trzęsienia ziemi i tsunami nam nie grożą, a reaktory III generacji, które zostaną wybudowane w naszym kraju, są odporne na awarie znacznie większe od tych, które zniszczyły przestarzałe reaktory II generacji w Fukushimie.

Trudno więc nawet Greenpeace’owi wmawiać, choćby nieco tylko zorientowanym polskim czytelnikom, że grozi im awaria taka, jak w Fukushimie. Dlatego organizacja ta postanowiła wykazać, że nowe reaktory III generacji też są niebezpieczne – stąd zlecenie pracy antynuklearnym działaczom austriackim.

Do wykonania tej pracy nie potrzeba było wielkiej wiedzy – Greenpeace polecił swym wykonawcom, by z dostępnej publicznie dokumentacji bezpieczeństwa reaktorów wybrali dla każdego reaktora po dwie ciężkie awarie, choćby mało prawdopodobne. Twórcy reaktorów uwzględniali przecież wszelkie zagrożenia, choćby najmniejsze. I słusznie. Konstruktorzy elektrowni jądrowych muszą przewidzieć i analizować nawet takie awarie, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest bardzo małe, by przewidzieć ich możliwość przy projektowaniu systemów bezpieczeństwa i sprowadzić szanse takich awarii niemal do zera.

Czy jednak jest to powód, aby bać się tych elektrowni?

Wobec tego, że ciężkie awarie – czyli awarie ze stopieniem rdzenia – w reaktorach III generacji zdarzają się bardzo rzadko, około raz na milion lat, a i one nie powodują zagrożeń poza obszarem ograniczonego użytkowania, ekspertom Greenpeace’u taka awaria nie wystarczała. Dlatego w swym opracowaniu, jako jedną z dwóch, przyjęli awarię ze stopieniem rdzenia i utrzymaniem szczelności obudowy bezpieczeństwa, a jako drugą – awarię z utratą obudowy bezpieczeństwa, co może wystąpić raz na setki milionów lat.

Czy naprawdę powinniśmy bać się takich zagrożeń?

Reaktory III generacji budowane są tak, aby uwolnienia radioaktywne przy ciężkich awariach ze stopieniem rdzenia zdarzały się rzadziej niż raz na milion lat i były niewielkie. A co działo się na terenach Polski w ciągu miliona lat? Wystarczyłoby pomyśleć o dwóch wojnach światowych w ciągu ostatniego wieku, które spowodowały ogromne zniszczenia i dziesiątki milionów zabitych, by zagrożenia jądrowe ujrzeć we właściwej skali. Ale zaraz – uwolnienia mogące wystąpić w elektrowni jądrowej raz na milion lat nie powodują żadnego zagrożenia zdrowotnego, nie powodują zgonów, ani nawet ewakuacji ludności. A przecież od stu lat (z dwoma wojnami światowymi) do miliona lat, jest bardzo długa droga. Przed 30 tysiącami lat nie było jeszcze dzisiejszych ludzi (homo sapiens), i wszystkie wędrówki ludów, powstanie cywilizacji egipskiej, greckiej, imperium rzymskiego i jego upadek, najazdy tatarskie i rzezie setek tysięcy ludzi zdarzyły się w tym czasie. A wcześniej? Wcześniej mieliśmy w Europie epokę lodowcową, która przykryła wybrzeże, razem z terenami dzisiejszego Gdańska i Gdyni, wielometrową warstwą lodu. A przecież wciąż mówimy o porównaniu z awarią reaktora, która nie powoduje zgonów ani zagrożenia dalej niż około kilometra od reaktora. Warto dodać, że dla francuskiego reaktora EPR (European Pressurized Reactor) awaria, którą straszy Greenpeace, zdarza się raz na… trzysta milionów lat!

A co działo się na Ziemi w ciągu takiego czasu? W okresie około 17 milionów lat temu wypiętrzyły się Karpaty – ale to okres zbyt krótki, by Greenpeace uznał go za okres odniesienia dla awarii. Około 65 milionów lat temu nastąpiła masowa zagłada gatunków włącznie z zagładą dinozaurów. Był to jeden z pięciu okresów największego wymierania zwierząt. Wyginęły gatunki, które przedtem, w epoce kredy, królowały na Ziemi. Śmierć zbierała obfite żniwo. Wymarły m.in. amonity, belemnity, mozazaury, plezjozaury, pterozaury, wszystkie dinozaury oprócz ptaków. Ale – 65 milionów lat to okres wciąż za krótki, aby znaleźć awarię, która powodowałaby potrzebne dla propagandy Greenpeace’u skutki. Szukajmy więc jeszcze dalej.

Wcześniej – przed epoką kredy – były epoki jury i triasu, zapoczątkowane masową zagładą gatunków z okresu permskiego, która wystąpiła około 250 milionów lat temu. W okresie triasu nastąpiło pękanie superkontynentu Pangea, z którego wydzieliły się Ameryka Północna i Południowa z jednej strony, a Europa i Afryka z drugiej. Cały Ocean Atlantycki powstał w tym czasie! Początek okresu permskiego i koniec tego okresu to znowu czasy masowej zagłady gatunków na całej Ziemi. W takiej skali czasu mierzy się częstość występowania znaczących uwolnień radioaktywnych z reaktora EPR.

Chociaż sięgnęliśmy w historii Ziemi epoki dinozaurów i wcześniejszych, wciąż czas, o którym mówimy, to 250 milionów lat, a awaria, o której wspomina Greenpeace, występuje w przypadku reaktora EPR raz na 300 milionów lat!

Energetyka jądrowa dba o bezpieczeństwo istniejących i projektowanych, nowych typów elektrowni. Awarie w Three Mile Island, w Czarnobylu i Fukushimie i tysiące analiz i doświadczeń prowadzonych na całym świecie, nauczyły nas naprawdę dużo. Rozważa się awarie nawet najmniej prawdopodobne, a współczesna technika bezpieczeństwa pozwala zredukować ich szanse do pomijalnie małych. Dlatego w analizach bezpieczeństwa uwzględnia się nawet tak rzadkie awarie, jak oczekiwane raz na 300 milionów lat, czy raz na miliard lat. Oczywiście, raz na miliard lat nie oznacza, że dana awaria wystąpi po upływie miliarda lat – może wystąpić wcześniej, może wystąpić dużo później lub wcale. Ale średnio – raz na miliard lat.

Zagrożenie awariami, które zdarzają się rzadziej niż raz w ciągu całego procesu powstawania kontynentów, jest w perspektywie czasu pracy elektrowni jądrowej (około 60 lat) praktycznie zaniedbywalnie małe. Reaktor III generacji stwarza zagrożenie wyrażające się jedną awarią w okresie dłuższym od całej opisanej powyżej historii Ziemi. Myślę, że to powinno przekonać każdego, nawet zagorzałego sceptyka, o tym, że możemy spać spokojnie.

Autorzy: Dr inż. A. Strupczewski, prof. nadzw. NCBJ, mgr Ł. Koszuk, Narodowe Centrum Badań Jądrowych

Fot.: sxc.hu